środa, 16 kwietnia 2025

Spokojna wioska (IV)

 

    Gdy na jednym skraju małej miejscowości ktoś kichnie, na drugim natychmiast mówią mu na zdrowie. Wiadomości o śmierci rozprzestrzeniają się jeszcze szybciej. Toteż dom pani Smythe nawiedziły wszystkie dawno niewidziane i zazwyczaj niezwykle zajęte, bliższe i dalsze sąsiadki. Każda przychodziła do jej domostwa pchana ciekawością, choć każda z nich przedstawiała oczywiście mniej lub bardziej wiarygodny pretekst do odwiedzin, niezwiązany ze śmiercią Stephena Evansa. Każda z nich została jednak uprzejmie, lecz stanowczo odprawiona z kwitkiem. Pani Smythe chciała pomyśleć nad tą sprawą w spokoju. W końcu jednak, po odprawieniu kolejnej ciekawskiej, jej cierpliwość skończyła się definitywnie. No cóż, własny dom raczej nie zapewni jej dzisiaj spokoju. Pozostawała jednak inna możliwość. Pani Smythe decyzje zwykła podejmować szybko, więc i teraz nie zwlekała. Wytoczyła swego Triumpha z garażu i odjechała. Na końcu Wilbraham Crescent skręciła w prawo, w Hickory Lane, która prowadziła do wylotu z wioski w kierunku na Morton Fendle. Tuż za skrzyżowaniem dostrzegła idącą z przeciwka pannę Jane West, jednak nie zareagowała, gdy ta pomachała do niej ręką, jakby chcąc ją zatrzymać. Wprawdzie rozmowa z panną West nie byłaby w żadnym wypadku stratą czasu, jednak Esther Smythe najpierw chciała odbyć inną. Edmund powinien zrozumieć coś, co jej samej nie dawało spokoju. Mały szczegół, na który nie zwracała dotąd uwagi.
    Gdy pierwsze krople deszczu spadły z nieba, Triumph dojeżdżał już do domu stojącego już właściwie poza granicami wioski. Stary mężczyzna stał w drzwiach, jakby oczekując wizyty.
    - Esther, cóż za miła niespodzianka! – Powiedział, gdy tylko zatrzymała się i zsiadła z motoru. W całym Midsomer Hollow jedynie jemu przysługiwał zaszczyt zwracania się do  kobiety po imieniu. Ale jedynie on znał Esther Smythe od  ponad pięćdziesięciu lat.
Skinęła mu głową.
    - Słyszałeś już o biednym Evansie? – Zaczęła typowo dla siebie, konkretnie.
Emund otworzył szerzej drzwi, wpuszczając ją do domostwa. Uśmiechnął się do siebie, pamiętał ją jako młodą pannę, od tamtej pory nie straciła nawet odrobiny ze swojego temperamentu. O tak, Esther miała charakterek. Swego czasu doktor Eycott nazwał ją „Klamką od piekła”, co było tylko częściową przesadą. Słyszał nastawianą wodę, dobra stara Esther wszędzie potrafiła czuć się, jak u siebie w domu. Z uśmiechem na ustach pokuśtykał w stronę kuchni. Odniesiona przed półwieczem rana zawsze dawała o sobie znać w takie deszczowe dni.
    - Wszystkie psy w wiosce już o tym szczekają – zaśmiał się odpowiadając na powitalne pytanie. Usiadł przy stole i patrzył jak parzy herbatę.
    - A szczekają też o tym, że to było morderstwo? – Zapytała Esther, stawiając przed nim kubek. Nie czekając, dolała do herbaty Edmunda hojną porcję rumu.
    - Przy okazji, kto ci powiedział o śmierci Evansa? - zaciekawiła się

    W tym samym czasie Barnaby i Trelawney wracali do Causton. Rozmowy z najbliższymi sąsiadami denata niewiele dały, a ściślej mówiąc, nie dały kompletnie nic. Ani Bertlett'owie, mieszkający na Wilbraham Crescent pod numerem dziewiątym, ani państwo Blythe spod  numeru trzynastego nie widzieli niczego niezwykłego ani niepokojącego. Dom pod numerem dwunastym stał pusty od tygodnia. Sąsiednia parcela, numer czternaście, była niezabudowana. Mieszkaniec domu z numerem dziesięć miał zaś potężnego kaca i rozmowa  z nim pozbawiona była sensu. Z uwagi zaś na to, że Wilbraham Crescent miała kształt spłaszczonej litery S, nikt z mieszkańców pozostałych domów nie mógł zauważyć niczego, co mogłoby być przydatne. Najbardziej pomocny okazał się czternastoletni David Blythe, który poinformował Barnaby'ego, że wieczorem poprzedniego dnia Stephena Evansa ktoś odwiedził. Nic bliższego nie umiał jednak powiedzieć, poza tym, że gość wyszedł około wpół do dziesiątej wieczorem. Mogło to oznaczać wszystko albo i zupełnie nic.
    - Najszybciej z miejsca przestępstwa uciekają świadkowie – mruknął do siebie nadkomisarz.
    - Żeby chociaż rzeczywiście uciekali, szefie - wtrącił swoje trzy grosze sierżant. - Ale tutaj wszyscy po prostu ogłuchli i oślepli - ze złością uderzył pięścią w kierownicę.

* * *
    - Morderstwo - mruknął Edmund. - Właściwie, o ile nie wyciągasz wniosków zbyt pochopnie, to bardziej zdumiałoby mnie, gdyby zmarł własną śmiercią, Esther. Przecież on miał końskie zdrowie. Poza tym, nie da się ukryć, że Evans był trochę dziwny. – dorzucił po chwili wahania
    - Co masz na myśli?
Esther, ze swoim kubkiem w ręku rozsiadła się w jednym z wygodnych, przedpotopowych foteli i spojrzała na gospodarza.
    - Właściwie z nikim nie utrzymywał kontaktów. Cóż, może to, że nie nawiązał żadnych znajomości, choćby i niezbyt bliskich, tutaj, w Midsomer Hollow, nie jest takie dziwne. Ale co innego już tak. Jak kiedyś napomknął, służył niby w Nottinghamshire Yeomanry jako ładowniczy, ale nie spotykał się nigdy z kolegami z oddziału. Ba, nawet z własnej załogi! A przecież ja i reszta chłopaków ze Sto Piętnastego spotykamy się co roku.
Edmund podczas wojny był strzelcem pokładowym na Lancasterze i rzeczywiście, weterani jego dywizjonu spotykali się każdego roku. Sama Ester także bywała na tych spotkaniach, służyła przecież w WAAF jako pielęgniarka, właśnie w bazie Little Snoring, z której operował dywizjon Edmunda.
    - To rzeczywiście dziwne – przyznała. – Ale niekoniecznie musi coś oznaczać – przyjęła rolę adwokata diabła. – Jeśli b y ł odludkiem, mógł sobie tego nie życzyć.
    - Masz słuszność – przyznał Edmund. - Z drugiej zaś strony, mógł być odludkiem właśnie z wyboru, nie życzył sobie, by to z nim utrzymywano kontakty, i miał po temu ważkie powody.
    - Więc uważasz, że rozwiązanie zagadki znajduje się gdzieś w przeszłości Evansa – uzupełniła Esther i napiła się herbaty.
    - Niekoniecznie wojennej, ale tak. Bo komu mógł wadzić woźny-odludek? A zaspokajając twoją ciekawość, Esther, o śmierci Evansa powiedział mi mleczarz - dodał Edmund i zajął się herbatą.

Parę słów wyjaśnienia:
1) ... ze Sto Piętnastego... - chodzi o 115 Dywizjon RAF, wchodzący w skład Bomber Command. W 1943 roku operował z bazy Little Snoring w hrabstwie Norfolk. Od marca 1943 roku posiadał na wyposażeniu ciężkie bombowce Avro Lancaster.
2) Nottinghamshire Yeomanry - Yeomanry to tradycyjna nazwa niektórych oddziałów lub pododdziałów brytyjskiej Armii Terytorialnej,wywodząca się z ochotniczych formacji kawaleryjskich, w tym przypadku z hrabstwa Nottingham. (Właściwie należałoby używać nazwy The Sherwood Rangers). Podczas II Wojny Światowej była to jednostka artylerii (od 1940), później - pułk pancerny (od 1941), walczył w składzie 8 Armii w Afryce Północnej, następnie brał udział w inwazji na Normandię i walkach we Francji i Niemczech.
Evans miał być więc ładowniczym w jednej z załóg czołgów pułku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz