Punktualnie o szóstej trzydzieści, niemalże niezależnie od pory roku
(jedynie za wyjątkiem zimy) Esther Smythe wytaczała z garażu motocykl
marki Triumph 5T Speed Twin z 1938 roku zaopatrzony w boczny wózek. Ta
prosta czynność zasługiwała na miano rytuału - odbywała się codziennie,
od poniedziałku do soboty przez wszystkie lata, kiedy pani Smythe
mieszkała w Midsomer Hollow, niezmiennie niczym wschody i zachody
słońca. I tak punktualnie, że według niej można było regulować zegarki.
O
szóstej czterdzieści, sprawdziwszy skrupulatnie motocykl, pani Smythe
sprawnie - pomimo swych siedemdziesięciu czterech lat - dosiadła
mechanicznego rumaka, jednym kopnięciem startera uruchomiła silnik i
wyjechała na ulicę.
Zazwyczaj celem pani Smythe, emerytowanej
pielęgniarki, była piekarnia Ronalda Wilkinsa - i piekarz zdziwił się,
kiedy Triumph przemknął - z zawrotną prędkością i o piętnaście minut za
późno - obok jego sklepu, po czym zniknął za zakrętem drogi. Wpatrywał
się to w okno, to w zegar, tak, że zupełnie zapomniał o klientach.
Tymczasem pani Smythe gwałtownie wyhamowała motocykl przed domem miejscowego policjanta, konstabla Jessupa.
Konstabl
zasiadał właśnie do śniadania, jednak nie dane mu było zażyć rozkoszy
podniebienia. Esther Smythe wtargnęła do jego kuchni bez skrępowania, w
czym pomogło jej, że konstabl nie miał zwyczaju zamykać drzwi
wejściowych na zasuwę.
- Witam, konstablu - rzuciła na dzień dobry, ściągając z twarzy gogle.
- Cóż się stało, pani Smythe?
Policjant wstał od stołu, równie zdziwiony, jak chwilę przedtem piekarz.
- Ma pan robotę, konstablu. U Stephena Evansa pali się światło, drzwi są zamknięte i nikt nie odpowiada.
- Może po prostu zapomniał zgasić - odrzekł konstabl, żywiąc cień nadziei, że jednak zje śniadanie.
-
Bzdura, młodzieńcze, czy myślisz, że każdy stary pryk w Anglii cierpi
sklerozę posuniętą aż do tego stopnia? - zripostowała pani Smythe, a
słowa padały niczym wystrzelone z karabinu maszynowego. Konstabl
westchnął i sięgnął po służbowy kask. Wiadomo było z góry, że z Esther
nie ma co dyskutować. Zanim się obejrzał, siedział już w koszu motocykla
pędzącego ulicą znacznie powyżej dozwolonej prędkości.
W domu
Evansa rzeczywiście paliło się światło w saloniku. Konstabl musiał
przyznać, że istotnie było to co najmniej niepokojące. Evans był znany z
pedanterii posuniętej do granic obsesji.
Załomotał w drzwi, jednak
ani to ani nawoływania nie przyniosły rezultatu. Wezwany ślusarz
otworzył zamki w przeciągu pięciu minut. Konstabl przekroczył próg i
niemal od razu natknął się na gospodarza. Stephen Evans siedział w
fotelu. Martwy.
- Mówiłam, że coś nie tak - zauważyła Esther.
-
Proszę niczego nie dotykać i opuścić dom - Jenkins stanowczo wyprosił
krewką staruszkę z posesji. A potem zrobił to, co mógł. To znaczy
zamknął dom i wykonał telefon na komendę w Causton.
* * *
Tom
Barnaby odebrał telefon już po drugim dzwonku. Przekazana wiadomość nie
wzbudziła w nim entuzjazmu, ale mógł jedynie powiedzieć "Tak jest".
- Kto dzwonił, Tom? - z sypialni dobiegł go zaspany, kobiecy głos.
- Komendant, kochanie - odparł. - Muszę jechać do Midsomer Hollow.
- W sobotę rano? Przecież służbę ma dziś Heslop, nie ty? - Joyce Barnaby stanęła w progu sypialni.
-
Wiem, Joycey, ale Heslop pojechał do Górnego Warden i prędko stamtąd
nie wróci. A ta sprawa wygląda na prostą i raczej nie zajmie mi wiele
czasu.
Żona nie odpowiedziała. Barnaby wiedział zresztą, że za jej
gderaniem kryje się jedynie troska o niego. Joyce co prawda pogodziła
się łatwo z nieregularnymi godzinami jego pracy, ale niespodziewane
wezwania wciąż budziły jej sprzeciw.
- Zadzwoń, kiedy będziesz mógł,
Tom, proszę - powiedziała tylko, gdy jej mąż, widząc jak przed dom
zajechał służbowy Rover, założył marynarkę.
- Obiecuję! - odkrzyknął, wychodząc przed dom.
Detektyw
sierżant Andrew Trelawney ruszył, gdy tylko Barnaby zatrzasnął za sobą
drzwi. Zdecydowanie nie tryskał entuzjazmem, na szczęście jego irytacja z
powodu straconej soboty nie przekładała się na prowadzenie samochodu.
Trzeba było przyznać, co inspektor chętnie czynił, że był znakomitym
kierowcą, toteż Barnaby zazwyczaj odstępował mu miejsce za kółkiem.
-
Ten konstabl musi być nadgorliwy, szefie - odezwał się Trelawney, kiedy
tylko opuścili granice Causton. - Staruszek pewnie wykorkował na serce
czy coś podobnego, a on od razu dzwoni do kryminalnych!
- Każda niewyjaśniona śmierć musi być zgłoszona - przypomniał sierżantowi Barnaby.
Trelawney
skinął głową, nie odrywając wzroku od jezdni. Dodał gazu, zgrabnie
wyprzedził wlokący się szosą traktor i wrócił do tematu:
- Lekarz
wyjechał do Midsomer Hollow jeszcze zanim kazali mi jechać po szefa,
powinien być już na miejscu - rzucił okiem na zegar. - Posłali też
techników, bo drzwi musiał otwierać ślusarz.
Barnaby skinął głową,
zadowolony, że sierżant nie ograniczył się do dąsów, ale i dowiedział
tego i owego. Z Trelawneya będzie znakomity śledczy. Wprawdzie miał
skłonność do przedwczesnego wyciągania wniosków, ale to akurat dotyczyło
wielu młodych detektywów. Sam nie był przecież inny w początkach
służby.
środa, 16 kwietnia 2025
Spokojna wioska (I)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz