środa, 16 kwietnia 2025

Spokojna wioska (I)

 Punktualnie o szóstej trzydzieści, niemalże  niezależnie od pory roku (jedynie za wyjątkiem zimy) Esther Smythe wytaczała z garażu motocykl marki Triumph 5T Speed Twin z 1938 roku zaopatrzony w boczny wózek. Ta prosta czynność zasługiwała na miano rytuału - odbywała się codziennie, od poniedziałku do soboty przez wszystkie lata, kiedy pani Smythe mieszkała w Midsomer Hollow, niezmiennie niczym wschody i zachody słońca. I tak punktualnie, że według niej można było regulować zegarki.
O szóstej czterdzieści, sprawdziwszy skrupulatnie motocykl, pani Smythe sprawnie - pomimo swych siedemdziesięciu czterech lat - dosiadła mechanicznego rumaka, jednym kopnięciem startera uruchomiła silnik i wyjechała na ulicę.
Zazwyczaj celem pani Smythe, emerytowanej pielęgniarki, była piekarnia Ronalda Wilkinsa - i piekarz zdziwił się, kiedy Triumph przemknął - z zawrotną prędkością i o piętnaście minut za późno - obok jego sklepu, po czym zniknął za zakrętem drogi. Wpatrywał się to w okno, to w zegar, tak, że zupełnie zapomniał o klientach.
Tymczasem pani Smythe gwałtownie wyhamowała motocykl przed domem miejscowego policjanta, konstabla Jessupa.
Konstabl zasiadał właśnie do śniadania, jednak nie dane mu było zażyć rozkoszy podniebienia. Esther Smythe wtargnęła do jego kuchni bez skrępowania, w czym pomogło jej, że konstabl nie miał zwyczaju zamykać drzwi wejściowych na zasuwę.
- Witam, konstablu - rzuciła na dzień dobry, ściągając z twarzy gogle.
- Cóż się stało, pani Smythe?
Policjant wstał od stołu, równie zdziwiony, jak chwilę przedtem piekarz.
- Ma pan robotę, konstablu. U Stephena Evansa pali się światło, drzwi są zamknięte i nikt nie odpowiada.
- Może po prostu zapomniał zgasić - odrzekł konstabl, żywiąc cień nadziei, że jednak zje śniadanie.
- Bzdura, młodzieńcze, czy myślisz, że każdy stary pryk w Anglii cierpi sklerozę posuniętą aż do tego stopnia? - zripostowała pani Smythe, a słowa padały niczym wystrzelone z karabinu maszynowego. Konstabl westchnął i sięgnął po służbowy kask. Wiadomo było z góry, że z Esther nie ma co dyskutować. Zanim się obejrzał, siedział już w koszu motocykla pędzącego ulicą znacznie powyżej dozwolonej  prędkości.
W domu Evansa rzeczywiście paliło się światło w saloniku. Konstabl musiał przyznać, że istotnie było to co najmniej niepokojące. Evans był znany z pedanterii posuniętej do granic obsesji.
Załomotał w drzwi, jednak ani to ani nawoływania nie przyniosły rezultatu. Wezwany ślusarz otworzył zamki w przeciągu pięciu minut. Konstabl przekroczył próg i niemal od razu natknął się na gospodarza. Stephen Evans siedział w fotelu. Martwy.
- Mówiłam, że coś nie tak - zauważyła Esther.
- Proszę niczego nie dotykać i opuścić dom - Jenkins stanowczo wyprosił krewką staruszkę z posesji. A potem zrobił to, co mógł. To znaczy zamknął dom i wykonał telefon na komendę w Causton.
                                                                                * * *
Tom Barnaby odebrał telefon już po drugim dzwonku. Przekazana wiadomość nie wzbudziła w nim entuzjazmu, ale mógł jedynie powiedzieć "Tak jest".
- Kto dzwonił, Tom? - z sypialni dobiegł go zaspany, kobiecy głos.
- Komendant, kochanie - odparł. - Muszę jechać do Midsomer Hollow.
- W sobotę rano? Przecież służbę ma dziś Heslop, nie ty? - Joyce Barnaby stanęła w progu sypialni.
- Wiem, Joycey, ale Heslop pojechał do Górnego Warden i prędko stamtąd nie wróci. A ta sprawa wygląda na prostą i raczej nie zajmie mi wiele czasu.
Żona nie odpowiedziała. Barnaby wiedział zresztą, że za jej gderaniem kryje się jedynie troska o niego. Joyce co prawda pogodziła się łatwo z nieregularnymi godzinami jego pracy, ale niespodziewane wezwania wciąż budziły jej sprzeciw.
- Zadzwoń, kiedy będziesz mógł, Tom, proszę - powiedziała tylko, gdy jej mąż, widząc jak przed dom zajechał służbowy Rover, założył marynarkę.
- Obiecuję! - odkrzyknął, wychodząc przed dom.

Detektyw sierżant Andrew Trelawney ruszył, gdy tylko Barnaby zatrzasnął za sobą drzwi. Zdecydowanie nie tryskał entuzjazmem, na szczęście jego irytacja z powodu straconej soboty nie przekładała się na prowadzenie samochodu. Trzeba było przyznać, co inspektor chętnie czynił, że był znakomitym kierowcą, toteż Barnaby zazwyczaj odstępował mu miejsce za kółkiem.
- Ten konstabl musi być nadgorliwy, szefie - odezwał się Trelawney, kiedy tylko opuścili granice Causton. - Staruszek pewnie wykorkował na serce czy coś podobnego, a on od razu dzwoni do kryminalnych!
- Każda niewyjaśniona śmierć musi być zgłoszona - przypomniał sierżantowi Barnaby.
Trelawney skinął głową, nie odrywając wzroku od jezdni. Dodał gazu, zgrabnie wyprzedził wlokący się szosą traktor i wrócił do tematu:
- Lekarz wyjechał do Midsomer Hollow jeszcze zanim kazali mi jechać po szefa, powinien być już na miejscu - rzucił okiem na zegar. - Posłali też techników, bo drzwi musiał otwierać ślusarz.
Barnaby skinął głową, zadowolony, że sierżant nie ograniczył się do dąsów, ale i dowiedział tego i owego. Z Trelawneya będzie znakomity śledczy. Wprawdzie miał skłonność do przedwczesnego wyciągania wniosków, ale to akurat dotyczyło wielu młodych detektywów. Sam nie był przecież inny w początkach służby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz