środa, 16 kwietnia 2025

Spokojna wioska (II)

 Nadkomisarz poprawił się w fotelu i opuścił osłonę przeciwsłoneczną.
- Kto pojechał? Kate Wilding? - zapytał jeszcze.
- Nie - zaprzeczył Trelawney nie odrywając wzroku od szosy. – Kate wzięła wolne. Zastępuje ją doktor Monger. Monger W Tę i Z Powrotem – dorzucił z rozbawieniem.
Barnaby zachował powagę, choć nie przyszło mu to łatwo. Najnowszy nabytek wydziału medycyny sądowej, przybyły przed rokiem z Cardiff krępy Walijczyk po czterdziestce, zwykł przedstawiać się nazwiskiem i przydomkiem, pomijając tak imię, jak i tytuł. Pochodzenie jego przezwiska szybko stało się jasne dla wszystkich – okazało się, że doktor Monger nie rozstaje się ze swoim puzonem i gra na nim nie tylko w czasie wolnym, ale i w pracy, gdy, jak mawia, „musi nad czymś pomyśleć”. Pomimo tego, a także kilku innych dziwactw (jak odtwarzanie podczas przeprowadzanych autopsji arii operowych), był nie tylko kompetentnym patologiem, ale i nadspodziewanie dobrze się z nim pracowało.
Na tej odpowiedzi rozmowa się skończyła. Barnaby, do czego sierżant już zdążył się przyzwyczaić, nie lubił spekulować na temat sprawy przed zapoznaniem się przynajmniej z podstawowymi faktami.
Do Midsomer Hollow dotarli po mniej więcej dwudziestu minutach, co oznaczało, że Trelawney niezbyt przejął się obowiązującym ograniczeniem prędkości. Na miejscu w istocie był już i lekarz sądowy, i ekipa kryminalistyczna. Wstępu na posesję broniła postronnym odblaskowa taśma, przez okno zaś można było dostrzec kilka ubranych na biało osób uwijających się w domu.
Barnaby wysiadł i podszedł do łysiejącego mężczyzny w takim samym białym stroju ochronnym, nonszalancko opartego o służbowego Vauxhalla.
- Witaj, William. - przywitał doktora.
- Witaj, Tom. Czekam, aż technicy skończą w korytarzu i saloniku. Potwierdziłem tylko zgon. - odrzekł lekarz, uprzedzając pytanie nadkomisarza.
- Nadkomisarz Barnaby? Konstabl Angus Jessup, sir. - zameldował się policjant z wioski.
- To wy znaleźliście ciało?
- Tak jest, sir. Pani Smythe zgłosiła, że dzieje się tutaj coś niedobrego. Okazało się, że miała rację. – odparł konstabl.
Barnaby spojrzał w tą samą stronę co konstabl. Wśród zaskakująco nielicznych gapiów dostrzegł niewysoką, starszą kobietę w skórzanej kurtce, staroświeckiej pilotce na głowie i z goglami zsuniętymi na szyję. Bez trudu domyślił się w niej pani Smythe.
- Trelawney, poproś panią Smythe, by zaczekała, niestety, trochę to pewnie jeszcze potrwa. Kiedy doktor i technicy skończą, poprosisz ją do środka. – polecił nadinspektor.
-Tak jest, szefie – potwierdził sierżant, zaś Barnaby zatrzymał kostabla, który zamierzał oddalić się wraz z Trelawneyem:
- Co może mi pan powiedzieć o denacie, Jessup?
Konstabl niemal niedostrzegalnie zawahał się, zanim udzielił odpowiedzi, dość zresztą lakonicznej:
- Emeryt, był woźnym w liceum. Stary kawaler. Odludek i pedant. Dziwak, sir.
Barnaby miał zamiar zażądać od niego rozwinięcia tej telegraficznej w stylu charakterystyki zmarłego, przeszkodziła mu jednak Becky Ashton, która w tej chwili stanęła w progu domu i krzyknęła, że koroner może już zająć się denatem.
- Konstablu, niech pan spisze personalia gapiów i spróbuje ich nakłonić żeby rozeszli się do domów. Oczywiście, trzeba ich będzie przesłuchać, ale na razie wolę zająć się miejscem zdarzenia. Kiedy technicy dadzą znać, proszę dołączyć do mnie razem z panią Smythe i sierżantem.
-Tak jest, sir!
Nadkomisarz skinął głową i wszedł do domku zmarłego pana Evansa. W progu zatrzymał się i założył na buty foliowe ochraniacze, które wręczyła mu Ashton.
Wnętrze domu było bardzo schludne, rzecz raczej niezwykła w kawalerskim gospodarstwie, choć skoro konstabl określił zmarłego jako pedanta, nie powinna raczej dziwić. W dodatku – przynajmniej parter – urządzono je prosto, lecz ze smakiem. W saloniku królowały regały ciasno zapełnione książkami, umeblowanie uzupełniały dwa fotele z eleganckimi, drewnianymi podłokietnikami, oraz stolik, sofa, komoda i dwa krzesła. Ani jeden mebel nie odstawał stylem od reszty, a choć trudno byłoby nazwać je cennymi antykami, z pewnością nie można było zaliczyć ich do taniej masówki.
- Tom, na pierwszy rzut oka powiedziałbym, że mojemu najnowszemu klientowi wysiadła pompa paliwowa – odezwał się doktor, przerywając rozmyślania nadkomisarza.
- A przybliżony czas zgonu?
Monger wzruszył ramionami.
- Przynajmniej sześć – osiem godzin temu. Ale jest tu dość ciepło. – odparł. – To tak zupełnie off the record, Tom. Nie próbuj ciągnąć mnie za język, oficjalnie wypowiem się po autopsji. A teraz zabieram pana Evansa do kostnicy – skinął na pomocników i opuścił dom, nucąc pod nosem coś, co nadkomisarz rozpoznał jako pierwsze takty arii Largo al factotum z Cyrulika sewilskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz